Na studia dietetycznie nie poszłam z pasji do zdrowego odżywiania. Szczerze mówiąc, 6 lat temu zdrowie było chyba ostatnią rzeczą, o której myślałam. Kilka razy po drodze prawie uciekłam. A jednak jestem tu, gdzie jestem obecnie i nie widzę innej możliwej drogi dla siebie. Aby opowiedzieć Ci jak do tego doszło muszę przytoczyć Ci historię rozpoczynającą się już w szkole podstawowej.

 

Tak to się zaczęło

Na zdjęciach z podstawówki widać, że 4-5 klasie zaczęłam się zaokrąglać. Teraz wiem, że wynikało to w dużej mierze z dojrzewania, zmian hormonalnych, a po części z tego, że codziennie w drodze ze szkoły do domu musiałam zahaczyć o sklepik. Jak można się domyślić, nie kupowałam w nim chipsów jabłkowych i marchewek z hummusem do chrupania.

 

Chrupałam raczej rasowe lay’sy i na deser dojadałam czekotubkami.

 

Ale wtedy tego nie rozumiałam i było dla mnie bardzo trudne to, że nie wchodzę w najmodniejsze spodnie, które idealnie pasują na moje szczupłe koleżanki o dziecięcych jeszcze kształtach. Później urosłam, zeszczuplałam. Ale strach przed ponownym przytyciem pozostał. Zdałam sobie z tego sprawę niedawno, kiedy przeglądałam moje nastoletnie pamiętniki z tego okresu.

 

W latach gimnazjum na You Tubie jeszcze nie było foodvlogów

Kiedy chodziłam do gimnazjum, temat zdrowego odżywiania ograniczał się do jadłospisów 1200 kcal w gazetach, a na YouTubie jedyne co było można było obejrzeć był Jozin z Bazin. Nikt raczej jeszcze nie przypuszczał, że będziemy ćwiczyć z youtuberkami i oglądać foodvlogi. 

Taka też była moja świadomość żywieniowa.

 

Całe gimnazjum przeżyłam jedząc na śniadanie drożdżówki, które codziennie dowoził nam pod dom Pan Bułeczka.

 

Gimnazjum to też czas, w którym najintensywniej trenowałam w klubie wioślarskim. Dodając do tego 3 lekcje wf w tygodniu siłą rzeczy z masą ciała nie miałam problemu.

Potem zaczęło się liceum. Zaczęłam mieć mniej czasu na trening.W klasie maturalnej miałam operację, w konsekwencji której nie mogłam ani trenować, ani normalnie chodzić przez kolejny rok. 

 

Tutaj dochodzimy do głównego punktu programu

Strach przed tym, by przytyć tak mnie sparaliżował, że zamiast jeść normalnie i się regenerować po operacji, ja zaczęłam jeść coraz mniej. Skończyło się to w taki sposób, że przy masie ciała 43 kg straciłam miesiączkę na 2 lata.

Do dzisiaj mam w głowie czarną dziurę kiedy myślę o tamtym czasie. Nie dokładnie pamiętam co wtedy myślałam i w ogóle co się działo wokół mnie.

 

Po wakacjach rozpoczęłam studia na UMP w Poznaniu na kierunku dietetyka

 

Poszłam na nie, bo koleżanka polecała. W zasadzie nie wiedziałam dokładnie jak te studia będą wyglądać. Poszłam. I tak widocznie miało być. 

Na drugim roku studiów, kiedy zobaczyłam się przed lustrem w sali fitness na chyba drugim tego dnia treningu dotarło do mnie, że wyróżniam się na tle innych kobiet wyglądając jak szkielet. Wcześniej tego nie widziałam. 

Podczas zajęć na uczelni medycznej powoli też już do mnie dochodziło, że to co robię, w zasadzie mnie wyniszcza. 

 

I wtedy podjęłam decyzję, że trzeba coś z tym zrobić.

 

To chyba była najważniejsza decyzja w moim życiu. Gdyby nie ona, mogłabym teraz tego artykułu nie pisać.

Wcale nie było łatwo. To była raczej walka ze sobą przez około 2 lata. Trochę udawanie, że chcę sobie poradzić, trochę droga na przód. Był też moment, w którym miałam dość dietetyki, znienawidziłam sport i nie chciałam słyszeć o zdrowej diecie (bo kojarzyły mi się z odchudzaniem). 

Poza tym, etapem mojej autoterapii było pozwolenie sobie na jedzenie wszystkiego, bez ograniczeń. Skończyło się napadami objadania, ciągłym przejedzeniem. Dużo jednak w tym czasie czytałam, rzeczywiście chciałam poczuć wolność. Wiedziałam, że to objadanie przejedzie.

 

Przeszło. W momencie, w którym całkowicie przestałam nakładać na siebie ograniczenia. Trochę czasu na dojście do takiego stanu potrzebowałam, ale teraz mam do siebie w tej kwestii pełne zaufanie.

 

Powróciłam do ćwiczeń, ale nie morderczych, tylko takich, które dają mi przyjemność i poczucie, że wykorzystuję ciało do tego, do czego jest stworzone.

 

Kolejnym małym punktem zwrotnym było zdiagnozowanie u mnie PCOS na początku 2019 roku

Uważam, że wcześniejsze dietetyczne historie mogły mieć wpływ na jego rozwój. Chociaż już byłam dietetykiem, od tego momentu szczególnie zwracam uwagę na jakość swojej diety, bo wiem jakie są konsekwencje choroby i po prostu, chcę dobra dla siebie.

Pomogła też wiedza, która pokazała mi realne argumenty, dlaczego warto postawić na zdrowe wyboru i uświadomienie sobie, że robię to DLA siebie, z szacunku ciała, które mam i zdrowia, a nie dlatego, że MUSZĘ coś zmienić. Że zdrowe ciało jest moim narzędziem do bycia efektywną na co dzień, do robienia tego, na co mam ochotę. 

I uwaga.

 

Nadal czasami zjem sobie chipy i zagryzę czekoladą

Nie jest to najzdrowsze zachowanie i go nie promuję oczywiście.

Ale co? No nic, bo to jest tylko dodatek do odżywczej, zbilansowanej diety, w której nie boję się zdrowych tłuszczów, chleba, ziemniaków i glutenu.

 

Mając świadomość, że niczego sobie nie zabraniam, mogę w 100% sobie zaufać.

 

Nie przejadam się, ani się nie głodzę.

To, że lubię czuć się wysportowana, że prawidłowa masa ciała jest istotna, nie oznacza, że muszę trenować wyczynowo i ćwiczyć jeżeli nie mam na to siły oraz wiecznie się odchudzać. Jest dobrze tak jak jest :) Wystarczy o to dbać i ewentualnie DELIKATNIE korygować a razie potrzeby.

Tą historią chciałam Wam pokazać, że nawet osoba najbardziej uparta i oporna na zmiany, dzięki odpowiedniemu podejściu i decyzjom, może się zmienić.

 

Tak w dużym skrócie to wygląda. Zostaw poniżej komentarz, jeżeli ten artykuł dał Ci nadzieję, że można wyjść nawet z najbardziej zawikłanej sytuacji na diecie :)

 


 

A czy Tobie jakoś mogę pomóc?

Jeżeli tak, napisz do mnie pod adres 

zofia.suszka@holistyczniezdrowi.pl 

 

07 maja 2020

Moja dietetyczna historia

dieta pcos, zespół policystycznych jajników, dieta w pcos

,          ,

         

jadłospis, gotowy jadłospis, jadłospis insulinooporność, co jeść w insulinooporności, dieta w insulinooporności, jaka dieta w insulinooporności

Strona zrobiona w kreatorze stron internetowych WebWave